Jak czynniki demograficzne wpływają na gospodarkę?
Patrzysz na wykresy PKB, inflacji czy rynku pracy i coś ci w nich nie gra? Wiele odpowiedzi kryje się w strukturze ludności. Z tego artykułu dowiesz się, jak czynniki demograficzne wpływają na gospodarkę, inflację, rynek pracy i giełdę – na przykładzie Japonii i Polski.
Jakie czynniki demograficzne wpływają na gospodarkę?
Na tempo wzrostu PKB i kondycję finansów publicznych wpływa nie sama liczba mieszkańców, ale ich struktura. Liczy się, ilu jest dzieci, osób w wieku produkcyjnym i ilu emerytów. Ważna jest także migracja i to, czy ludzie napływają, czy raczej wyjeżdżają. Ekonomiści od lat powtarzają prosty wzór: gospodarka to liczba osób pracujących razy ich wydajność. Jeśli jedna z tych składowych spada, całość natychmiast to odczuwa.
Rozkładając to na czynniki pierwsze, można wyróżnić kilka głównych obszarów. Po pierwsze, wielkość populacji w wieku 15–64 lata, czyli tych, którzy potencjalnie mogą pracować. Po drugie, współczynnik aktywności zawodowej, a więc to, jaki procent tej grupy naprawdę pracuje lub aktywnie szuka pracy. Po trzecie, liczba osób powyżej 65 roku życia, które korzystają z systemu emerytalnego i ochrony zdrowia, ale w większości nie tworzą już produktu. Wreszcie dochodzi migracja netto, która może te procesy łagodzić lub je nasilać.
Dlaczego struktura wiekowa jest tak ważna?
W statystykach stosuje się często wskaźnik liczby osób w wieku 15–64 lata przypadających na jedną osobę powyżej 65 lat. Gdy jest wysoki, system emerytalny i zdrowotny jest relatywnie stabilny. Kiedy spada, pojawia się presja na podatki i zadłużenie. Japonia jest tu podręcznikowym przykładem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na jednego seniora przypadało tam kilka osób w wieku produkcyjnym. Dziś są to zaledwie dwie osoby w wieku 15–64 lata na jednego emeryta, a prognozy na 2050 rok są jeszcze bardziej pesymistyczne.
W praktyce oznacza to, że coraz mniejsza grupa pracujących utrzymuje rosnącą liczbę świadczeniobiorców. Państwo musi więc albo ciąć wydatki, albo podnosić podatki, albo zadłużać się coraz więcej. Każde z tych rozwiązań wpływa na tempo wzrostu gospodarczego. Gdy doda się do tego ograniczoną liczbę rąk do pracy, firmy trudniej zwiększają produkcję, nawet przy wysokich inwestycjach w kapitał i technologie.
Jaka jest rola aktywności zawodowej?
Sama liczebność grup wiekowych nie wyczerpuje tematu. Liczy się, ile osób faktycznie pracuje. Japonia, konfrontując się ze spadkiem liczby osób w wieku produkcyjnym, mocno podniosła aktywność zawodową kobiet. Udział pracujących kobiet w grupie 15–64 lata wzrósł o około 10 punktów procentowych, co częściowo zrekompensowało kurczenie się populacji w tym wieku. Ważnym elementem jest też praca osób po osiągnięciu wieku emerytalnego, szczególnie w sektorach usługowych.
Ciekawy jest japoński paradoks. Liczba pracujących powyżej 65 lat wzrosła, ale współczynnik aktywności zawodowej tej grupy spadł. Działo się tak, bo sama liczba seniorów eksplodowała – trzykrotny wzrost z ok. 10 do ponad 30 milionów osób w kilka dekad – więc nawet przy niższej skłonności do pracy, w ujęciu bezwzględnym pracujących emerytów jest więcej. Efekt końcowy jest taki, że ogólna liczba pracujących w Japonii od ponad dwudziestu lat utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie, mimo silnego spadku grupy 15–64 lata.
Starzenie się społeczeństwa działa jak powolne, ale bardzo silne hamulce dla gospodarki – ogranicza wzrost PKB, podnosi koszty budżetu i zmienia zachowania konsumentów.
Jak migracja zmienia obraz gospodarki?
Migracja to przemieszczenie ludzi z jednego miejsca do drugiego w celu osiedlenia się. Może być dobrowolna, gdy ludzie szukają lepiej płatnej pracy, albo wymuszona, gdy uciekają przed wojną czy prześladowaniami. W obu przypadkach silnie wpływa na rynek pracy, popyt wewnętrzny i finanse państwa. Kraje takie jak Niemcy, Kanada czy Australia od lat używają migracji jako narzędzia łagodzenia niekorzystnych trendów demograficznych.
W analizie migracji używa się dwóch pojęć: czynniki wypychające i czynniki przyciągające. Do wypychających zalicza się wojnę, biedę, bezrobocie, brak perspektyw czy łamanie praw człowieka. Przyciągające to m.in. stabilna gospodarka, wyższe płace, lepsza ochrona socjalna i liberalne podejście do migrantów. W ostatnich latach Europa przyjęła setki tysięcy osób uciekających przed konfliktami zbrojnymi w Syrii, Afganistanie czy Wenezueli. W 2022 roku ponad jedna czwarta z 384 245 osób z przyznaną ochroną w UE pochodziła z Syrii.
Czynniki społeczno‑polityczne
Konflikty zbrojne i prześladowania religijne czy etniczne wywołują migrację przymusową. Uchodźcy z krajów ogarniętych wojną zazwyczaj szukają schronienia w najbliższych bezpiecznych państwach, które akceptują wnioski azylowe. Konwencje Genewskie – fundament prawa humanitarnego – regulują, jak państwa powinny postępować z osobami uciekającymi przed wojną i chronią je przed odsyłaniem w niebezpieczne miejsca.
Z punktu widzenia gospodarki docelowej ważne jest, czy napływają osoby młode, w wieku produkcyjnym, a także jak szybko włączają się w rynek pracy. Kraje, które łączą przyjmowanie uchodźców z programami integracyjnymi i językowymi, szybciej przeobrażają ich w pracowników, płatników podatków i konsumentów. W państwach, które zamykają rynek pracy dla migrantów, dominuje obciążenie fiskalne, a pozytywne efekty ekonomiczne są słabsze lub opóźnione.
Migracja a starzenie się społeczeństw
W państwach o strukturze podobnej do japońskiej, z rosnącym udziałem osób 65+, migracja może spowolnić starzenie się populacji. Napływ młodych pracowników łagodzi spadek podaży pracy i poprawia relację liczby osób pracujących do liczby emerytów. Nie jest to jednak panaceum. Jeśli polityka migracyjna jest chaotyczna, a integracja nie działa, pojawiają się napięcia społeczne, które później odbijają się na gospodarce.
W Polsce migracja miała ostatnio dwa oblicza. Z jednej strony od lat 2004–2005 trwał wyjazd młodych Polaków do bogatszych krajów UE. Z drugiej strony po 2014 roku pojawił się silny napływ pracowników z Ukrainy (a potem także uchodźców wojennych). W statystykach rynku pracy to właśnie ta druga fala amortyzowała spadek liczby rąk do pracy i pomagała utrzymać wyższą aktywność zawodową w gospodarce.
Co pokazuje przykład Japonii?
Japonia od około dwudziestu lat jest niemal synonimem powolnego wzrostu gospodarczego. Wielu analityków nazywa to japońskim tsunami demograficznym. Liczba osób w wieku 15–64 lata osiągnęła tam szczyt w okolicach 1995 roku, na poziomie około 87 mln osób. Dziś ta grupa liczy mniej więcej 77 mln, czyli o 10 mln mniej niż na szczycie. Prognozy do 2050 roku mówią o spadku do 54 mln. To aż minus 40% względem 1995 roku.
Równolegle liczba osób powyżej 65 lat potroiła się – z około 10 mln do ponad 30 mln. Japonia ma jednych z najdłużej żyjących emerytów na świecie, co oczywiście z punktu widzenia jednostki jest świetne, ale dla finansów publicznych oznacza wieloletnie świadczenia i rosnące wydatki na ochronę zdrowia. W efekcie wskaźnik liczby osób w wieku 15–64 lata przypadających na jednego seniora gwałtownie spadł. To punkt zwrotny, który mocno przełożył się na dane gospodarcze.
Demografia Japonii a PKB
Jeżeli spojrzeć na wykres liczby pracujących i produktu krajowego brutto Japonii, widać wyraźnie dwa okresy. Do końca lat osiemdziesiątych liczba osób pracujących dynamicznie rosła, a wraz z nią PKB w cenach stałych. Gospodarka zwiększyła swoją skalę z około 100 do ponad 400 bln jenów. To były lata ekspansji, kiedy świat mówił o japońskim cudzie gospodarczym.
Po 1995 roku dynamika się załamała. Liczba pracujących przestała rosnąć, a PKB podniosło się zaledwie z nieco ponad 400 do około 500 bln jenów w ponad dwie dekady. Średnioroczny wzrost około 1% stał się normą. Tak wygląda gospodarka, w której czynnik ilościowy pracy nie rośnie, a zmiana demograficzna wymusza dodatkowe wydatki publiczne. Mimo że Japonia wciąż jest potęgą eksportową, sama siła eksportu nie wystarczyła, by zrekompensować tsunami demograficzne.
Demografia Japonii a giełda
Na rynku kapitałowym te procesy odzwierciedlił indeks Nikkei. Szczyt hossy przypadł na przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – w 1989 roku – dokładnie wtedy, gdy kończył się okres przyrostu populacji w wieku 15–64 lata, a liczba emerytów zaczęła ostro rosnąć. Od tego momentu japońska giełda przez lata poruszała się głównie w trendzie bocznym, z dużymi wahaniami, ale bez trwałego wybicia na nowe realne szczyty.
Indeksy giełdowe są w pewnym sensie „termometrem” całej gospodarki. Jeśli nie ma mocnych podstaw do wzrostu PKB, trudno oczekiwać trwałej wieloletniej hossy. Równocześnie rosnący udział osób starszych, które często preferują bezpieczne formy lokowania kapitału, zmienia strukturę popytu na aktywa. Większa część dochodów trafia w obligacje i depozyty, a nie w akcje, co dodatkowo ogranicza presję na wzrost wycen spółek.
Demografia a inflacja i deflacja w Japonii
Proces starzenia się społeczeństwa wpływa nie tylko na realne tempo wzrostu, lecz także na poziom cen. Japonia zaczęła zmagać się z deflacją wcześniej niż reszta świata. W latach dziewięćdziesiątych, wraz ze spadkiem dynamiki liczby pracujących, presja inflacyjna wyraźnie osłabła. W kolejnych latach utrwalił się trend bardzo niskiej inflacji, a okresy realnego spadku cen stały się czymś normalnym.
Mechanizm działa tu na kilku poziomach. Gdy rośnie liczba osób pracujących i dochody gospodarstw domowych, firmy łatwiej podnoszą ceny. Zatrudnieni mają mniej czasu na zakupy, rzadziej porównują oferty i akceptują droższe produkty, bo ważniejsza staje się wygoda. Kiedy jednak przybywa emerytów o relatywnie niższych dochodach, ich zachowania są inne. Mają więcej czasu, uważniej śledzą promocje, częściej wybierają tańsze alternatywy. W efekcie wzrost cen staje się trudniejszy, a deflacyjne tendencje się wzmacniają.
Wzrost udziału emerytów w społeczeństwie to nie tylko problem systemu ZUS, ale także czynnik, który przewraca do góry nogami wzorce konsumpcji i zachowanie cen.
Dlaczego polska demografia przypomina Japonię?
W wielu analizach pojawia się teza, że demografia Polski jest bardzo podobna do japońskiej, tylko przesunięta w czasie o około 20 lat. Oznacza to, że obecna sytuacja Polski demograficznie przypomina tę, którą Japonia miała w połowie lat 90. W centrum tego zjawiska stoją powojenne wyże i niże demograficzne, które mocno zdeformowały piramidę wieku.
Dzisiejsza liczba emerytów w Polsce jest w pewnym sensie „zaniżona” przez efekt II wojny światowej. Roczniki urodzone do 1945 roku są mało liczne, około 250 tys. osób w roczniku. Po wojnie nastąpił potężny wyż – 500–600 tys. urodzeń rocznie – a potem kolejne fale niżów i wyżów. Do tego dochodzi niż demograficzny po 1985 roku, kiedy w 2003 roku urodziło się już tylko 352 tys. dzieci, mniej więcej połowa poziomu poprzednich wyżów.
Jak może wyglądać Polska w 2035 roku?
Prognozy do 2035 roku są bardzo wyraźne. Liczba osób poniżej 40 lat ma spaść z około 20 mln do około 14 mln, czyli o 6 mln osób. Jednocześnie liczba osób powyżej 65 lat wzrośnie z około 5 mln do blisko 8 mln. To oznacza jednoczesne silne kurczenie się potencjalnej podaży pracy i wzrost obciążenia systemu emerytalnego i ochrony zdrowia.
W praktyce przekłada się to na kilka procesów: presję na wzrost podatków lub zadłużenia, napięcia na rynku pracy, rosnące koszty pracy oraz zmianę struktury popytu konsumpcyjnego. Programy mające pobudzić dzietność – nawet jeśli zadziałają – przyniosą efekt dopiero po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach. Dziecko urodzone dziś wejdzie na rynek pracy około 2040 roku. Obecne wyzwanie dotyczy więc przede wszystkim kilku najbliższych dekad.
Co to oznacza dla wzrostu PKB i inflacji?
Jeżeli gospodarka to liczba pracujących razy ich wydajność, spadek liczby osób w wieku produkcyjnym musi przełożyć się na wolniejsze tempo wzrostu. Można je częściowo zrekompensować inwestycjami w kapitał, automatyzację, poprawę jakości instytucji czy zwiększenie aktywności zawodowej kobiet i seniorów. Ale przy dużej skali starzenia się społeczeństwa te działania tylko łagodzą trend, a nie odwracają go całkowicie.
W Polsce już przed pandemią obserwowano zjawiska zbliżone do tych w Japonii: niską inflację w dłuższym okresie, rosnący udział osób starszych w populacji i trudności w szybkim zwiększaniu potencjału produkcyjnego. Epizody wysokiej inflacji związane z szokami zewnętrznymi i polityką fiskalną nie likwidują długoterminowego demograficznego hamulca. Po ustąpieniu takich wstrząsów wraca znaczenie struktury wieku, które wpływa na skłonność do konsumpcji i inwestycji.
- wielkość i wiek grupy pracujących,
- udział osób powyżej 65 lat,
- poziom dzietności i kształt piramidy wieku,
- migracja netto i kompetencje napływającej ludności.
Jak czynniki demograficzne kształtują politykę gospodarczą?
Zmiany demograficzne wymuszają korekty w polityce społecznej, fiskalnej i rynku pracy. W krajach starzejących się rośnie presja na podwyższanie wieku emerytalnego, reformę systemów świadczeń i zachęcanie seniorów do dłuższej aktywności zawodowej. Jednocześnie politycy starają się wspierać dzietność poprzez programy transferów pieniężnych, ulgi podatkowe czy inwestycje w opiekę nad dziećmi.
Na poziomie budżetu państwa rosnący udział emerytów oznacza coraz większe wydatki na emerytury i służbę zdrowia. W Japonii część odpowiedzi stanowiły podwyżki podatków pośrednich i bezpośrednich. W Polsce dyskusja toczy się wokół tego, jak długo obecny system jest w stanie wytrzymać rosnącą liczbę świadczeniobiorców przy kurczącej się bazie płatników składek i podatków. Każda decyzja w tym obszarze wpływa później na inflację, inwestycje i sytuację na rynku pracy.
- kształtowania wieku emerytalnego,
- systemu podatkowego i składek,
- polityki migracyjnej i integracyjnej,
- inwestycji w edukację i zdrowie.
Na koniec warto zaznaczyć coś jeszcze. Demografia działa wolno, ale jej wpływ jest niezwykle trwały. Raz zbudowana struktura wiekowa towarzyszy gospodarce przez dziesięciolecia, decydując o tym, ile osób pracuje, ile korzysta z transferów i jak wygląda popyt w sklepach, na mieszkania czy na usługi medyczne. To właśnie dlatego czynniki demograficzne tak mocno kształtują gospodarkę – od liczb w budżecie po ceny na półkach i wyceny spółek giełdowych.